Atena-zeus-antyczna-hellada-grecja-starożytna-mity

Atena wyskakująca z głowy Zeusa (po prawej stronie przedstawiono asystującą Ejlejtyję, boginię narodzin). Malarstwo wazowe czarnofigurowe, ok. 550-525 r. p.n.e., zbiory z Muzeum w Luwrze, Paryż

Mitologia grecka – zbiór mitów przekazywanych przez starożytną grecką tradycję opowieści o bogach i herosach, wyjaśniających miejsce człowieka w świecie, oraz samo funkcjonowanie świata, jego stworzenie i historię. Z mitologii czerpano wiedzę na temat świata i rozwijano na tej podstawie normy etyczne wyznaczające miejsce człowieka w ustalonym porządku świata. Wiedza płynąca z mitów nie stanowiła jednak nigdy „prawdy objawionej” i otwarta była na dyskurs, polemikę i krytykę. Sama zaś starożytna religia grecka, chociaż nie sposób o niej mówić w oderwaniu od mitologii będącej jej elementarną częścią składową, opierała się w znacznym stopniu na ortopraksji (jedności praktyk religijnych), nie zaś ortodoksji (jedności poglądów).

Najstarszymi źródłami wiedzy o mitologii greckiej są dzieła Homera i Hezjoda. Mitologia stymulowała twórczość artystyczną do tego stopnia, że ciągle pojawiały się nowe wątki, odzwierciedlające relacje zachodzące między człowiekiem i bogami, służyły one głównie do określenia granic, których śmiertelnikom nie było wolno przekraczać.

Mitologia grecka, poprzez mitologię rzymską, która z niej wiele zaczerpnęła, weszła do dziedzictwa kultury europejskiej i jest w dalszym ciągu obecna w różnych przejawach życia społecznego, czerpią z niej na przykład New Age, astrologia, horoskopy, kult i współczesne religijne ruchy rekonstrukcjonistyczne.

POCHODZENIE BOGÓW

Na początku świata był bezkształtny Chaos, przepastna, pusta przestrzeń bez granic, zatopiona w ciemności, magma bezdenna, kipiąca utajonymi mocami żywiołów.

Pierwsza wyłoniła się z otchłani bytu Gaja, wszystko żywiąca, płodna Matka-Ziemia o piersi szerokiej, pani elementów, najstarsza z bóstw, pra-źródło wszelkiego życia. Była jednak pusta i głucha, żaden dźwięk, głos żaden nie mącił odwiecznego milczenia jej nieobeszłych obszarów.

Od dna Ziemi, w głębinach nieogarnionych myślą oddzielił się ponury Tartar, przeraźliwa kraina ciemności, oraz dzieci Chaosu, groźny Ereb-Mrok i Nyks, Noc czarna. Wtedy też miał się pojawić Eros, możny, tajemniczy bóg, co włada sercami bogów i ludzi. I stało się, że Eros zapalił płomień miłości w sercach Mroku i Nocy. Ze związku tych bóstw ciemności narodziła się Jasność i Dzień biały, radość powstającego świata, a także nimfy Hesperydy.

Lecz i bóg śmierci, Tanatos czarnoskrzydły, przyszedł wówczas na świat, i jego brat Hypnos, Sen cichostopy, i Nemezis, surowa bogini zemsty, i Mojra, władnąca przeznaczeniem.

Natenczas Gaja-Ziemia stworzyła Uranosa – niebo gwiaździste nad sobą, które odtąd otulało ją swą błękitną kopułą stając się siedzibą bogów szczęśliwych. Za czym góry wysokie wysklepiła potężna Ziemia i dała życie Morzu bezmiernemu, Pontosowi.

Młody świat rozkwitał, radość istnienia przepajała parę boskich małżonków, Gaje i Uranosa, Ziemię i Niebo. Naga dotąd i pusta powierzchnia globu, nad którym do niedawna unosiły się skłębione mgły i wisiała ciemność przedwieczna, rozjaśniła się światłem, zazieleniła łąkami, rozszumiała puszczami pełnymi zwierza, rozdzwoniła się śpiewem ptaszęcym.

Z miłości Gai i Uranosa powstał wielki ród Tytanów, dumnych bogów o mocy niezmiernej. Tytanów było dwunastu, sześciu bogów o imionach:
Okeanos, Hyperion, Kojos, Krios, Japetos i Kronos oraz sześć bogiń wspaniałych, a zwały się one Tea, Rea, Temis, Mnemozyne, Fojbe i Tetys. Prawdziwi to byli władcy świata, o czołach wyniosłych, sięgających chmur i oczach jak błyskawice.

Ród Tytanów rozrastał się i potężniał. Hyperion pojął za żonę Teję i miał z nią syna, słonecznego Heliosa, oraz dwie córki, Selenę, boginię księżyca, i Eos różanopalcą, boginię jutrzenki. Helios na swym słonecznym rydwanie zaprzężonym w cztery ogniste rumaki co dzień objeżdżał sklepienie nieba ze wschodu aż po zachodnie krańce ziemi. Tam udawał się na spoczynek do swego błyszczącego pałacu stojącego w ogrodzie wśród drzew rodzących złoter jabłka. Strzegły ich Hesperydy, córy Nocy, i Ladon, smok o stu oczach nie znających snu. Helios pojął za żonę córkę Okeana, imieniem Perseis, i miał z nią syna, króla Kolchów, Ajetesa, ojca nieszczęsnej Medei. Jedna z córek Heliosa – to nasza znajoma z Homera, czarodziejka Kirke, zamieszkała, na wyspie Ajaja, ta sama, co zamieniła później towarzyszy Odyseusza w wieprze. Druga – to pożądliwa Pazyfae, małżonka króla Krety, Minosa. Inną małżc/nką boga słońca była Rode, córka Posejdona i Amfitryty. Zażywał z nią szczęścia Helios na swej ulubionej wyspie Rodos.

Po wiekach, gdy powstali już ludzie na ziemi, Helios zapalał miłością do pięknej Klimeny, królowej fenickiej czy etiopskiej, jak twierdzą inni, i miał z nią dzieci. Klimene urodziła mu syna Faetona i córki, od imienia ojca słonecznego zwane Heliadami. Kiedy Faeton zginął spalony żarem Heliosowych promieni, siostry opłakiwały jego śmierć tak żałośnie, że bogowie nie mogąc słuchać ich żałobnych skarg zamienili je z litości w strzeliste topole, zaś łzy ich w złote bryłki bursztynu.

Z pary Tytanów Okeana i Tetys zrodziły się wszystkie rzeki, Okeanos bowiem, ich ojciec, był również rzeką, najdłuższą i największą na świecie, opływającą całą ziemię dookoła. Z nich więc wzięły początek Nil potężny, Alfejos, Eridan i Strymon szeroki, i boski Skamander, i Acheloos o srebrnej fali, i tysiąc innych strumieni i potoków. Najdostojniejsza spośród cór Okeana i Tetys to rzeka Styks, płynąca w Tartarze.

Okeanos był szczęśliwym ojcem jeszcze całego roju młodszych córek, smukłych Okeanid o srebrzystych kibiciach, panien wodnych, napełniających fale rzek radosnym pląsem. Jedna tylko ich matka, Tetys łagodna, umiała rozpoznać każdą ze swych trzech tysięcy cór, bo tyle ich zrodziła swemu małżonkowi. A ileż to strumyczków, ruczajów leśnych i krynic powstało z synów Okea-nowych, tego i nie zliczyć śmiertelnemu człowiekowi.

Jeszcze inna para – Tytan Krios i Eurybia, córa Pontosa i Gai – miała trzech synów, z których najstarszy Astrajos pokochał gorącą miłością Eos, różanopalcą jutrzenkę, i doczekał się z nią pięknego potomstwa.

Dziećmi ich było buntownicze plemię wichrów skrzydlatych. Tytanida Fojbe, małżonka Kojosa zrodziła boginię Leto, oblubienicę Dzeusową, i Asterię, matkę Hekaty.

A znów Tytan Japetos, pojąwszy za żonę Okeanidę Klimene, zrodził mądrego Prometeusza, jego nieroztropnego, leniwie myślącego brata Epi-meteusza, dumnego Menojtiosa i Atlasa, siłacza o barach potężnych jak konary dębu. Usłyszymy o nich jeszcze nieraz, a teraz zajmijmy się na chwilę potomstwem Atlasa. Otóż poślubił on Okeanidę Plejone, która go obdarzyła siedmiu córkami, od imienia matki zwanych Plejadami. Były to: Elektra, Kelaino, Tajgete, Halkyone, Maja, Merope i Sterope. Piękne te dziewice podbiły swą urodą serca wielu bogów i ludzi. O Elektrę, Maję i Tajgete zabiegał sam Dzeus Gromowładny, Halkyone rzuciła czar miłosny na Posejdona, Merope pokochali bóg wojny Ares i król Syzyf, człowiek śmiertelny. Plejady prześladował swą miłością piękny myśliwiec Orion, syn Posejdona, aż wreszcie Dzeus pragnąc je uchronić przed jego natrętną pogonią przeniósł je na firmament niebieski, gdzie odtąd błyszczą jako gwiazdy w wiosennej konstelacji, rozświetlając mroki nocy. Bratem Plejad był Hyas, a ich siostrami Hyady, zrodzone z matki Ajtry. Pewnego dnia Hyasa na polowaniu rozszarpał lew. Hyady wpadły po jego śmierci w tak straszną rozpacz, że bogowie z litości zamienili je wraz z bratem w gwiazdy, które odtąd pojawiając się na niebie zwiastują porę deszczów.

Ale Gaja, płodna macierz świata, zrodziła nie tylko Tytanów. Z jej związku z Morzem, Pontosem, powstały rozliczne bóstwa morskie. Pierworodnym synem tej pary był Nereusz, łagodny i dobry starzec z długą zieloną brodą, pełną wodorostów i muszelek. Lubił spokój i ciszę morską i w pogodne dni wychodził ze swego podwodnego pałacu i wygrzewał się na słońcu, a modre fale lizały mu stopy. Małżonką jego była stateczna Okeanida Doris. Doczekał się z nią pięćdziesięciu pięknych córek, Nereid. Słodka Amfitryta i wdzięczna Melita, Tetyda, przyszła matka Achillesa, pięknołica Galatea, Eunike o różowych ramionach i łagodna Kimodoke, rosła Euarne i strzelista Menippa, i Eulimena o krasnych wargach – wszystkich pięćdziesięciu nie sposób tu wymienić – napełniały odtąd tonie mórz śmiechem, tańcem i śpiewem.

Inne dzieci Gai i Pontosa – Taumas, Forkys, Keto i Eurybia – ulegając przemożnej sile złotego Erosa dały z kolei życie niezliczonym stworzeniom żyjącym w morzu i na jego wybrzeżach. Taumas poślubiwszy córkę Okeana Elektrę spłodził boginię tęczy Iris, rozpinającą swe siedmiobarwne szaty ponad ziemią i morzem; ale dał również życie wielu potworom, zesłanym na utrapienie świata. Jego to dziećmi są odrażające pół ptaki, pół kobiety, drapieżne Harpie z ostrymi dziobami i zakrzywionymi szponami, lotniejsze niż wicher, niedościgłe pomocnice burzy morskiej.

Forkys zaś i Keto byli rodzicami trzech wiedźm Graj, o imionach: Dejno, Pefredo i Enio, a także trzech strasznych Gorgon, które się zwały Steno, Euriale i Meduza o wężowych włosach, jedyna śmiertelna spośród sióstr, ta sama, którą później pokona bohaterski Perseusz.

Atoli Gaja-Matka nie zaprzestała jeszcze swego dzieła rodzenia. Poczęła ona z Uranosem trzech olbrzymów straszliwej postaci. Zwali się oni Hekaton-chejres, to znaczy Sturęcy, każdemu z nich bowiem setka ramion wyrastała z ogromnych barów i pięćdziesiąt łbów bodło niebo. Kottos, Briareos i Gyjes, bo takie były ich imiona, od chwili swych narodzin siali postrach dokoła. Zaiste przeraźliwe to było potomstwo. Własna ich matka, Ziemia rodzona, nie zaznała spokoju i trzęsła się w posadach pod stopami swych synów, morze rycząc występowało z brzegów, burze i powodzie zaczęły nawiedzać świat, rażony ich potęgą. Uranos, ich rodzic niebieski, zakrył oblicze ze zgrozy na widok tych potworów i lękając się ich mocy zaczął przemyśliwać, jak by się pozbyć swych okropnych dzieci. A oni rozszaleli się po całym świecie i wkrótce ziemi im było za mało, zapragnęli zawładnąć niebem i grozili buntem swemu ojcu. Wtedy Uranos postanowił ich strącić na zawsze w ziejące ciemnością otchłanie Tarta-ru, by nie pozbawili go rządów nad światem.

Po wiekach przyszło na świat jeszcze jedno pokolenie Gai i Uranosa, trzech Cyklopów, zwanych tak dlatego, że mieli tylko po jednym, okrągłym jak koło oku pośrodku czoła. Jeden zwał się Brontes (Piorun), drugi Steropes (Błyskawica), a trzeci Arges (Świetlisty). Czołem sięgali chmur, a głos ich był jako ryk gromu.

Lecz gwiaździsty Uranos spoglądał na nowo narodzonych z gniewem i odrazą, toteż wkrótce i oni podzielili smutny los swych wyklętych braci. Skroś przepaści świata spadali w głębiny królestwa podziemi, skąd dobiegało głuche wycie Sturękich.

W sercu Gai-Matki wzbierał gniew i żal do małżonka, który własne potomstwo skazywał na wieczne męki Tartaru.

Nieraz skarżyła się Tytanom na okrucieństwo Urana bojąc się, że i te dzieci ukochane zechce jej wyrwać wyrodny ojciec i strącić w wieczne ciemności.

Najpotężniejszym z Tytanów był Kronos, który jako najmłodszy stał się ulubieńcem Gai. Jemu to powierzała najczęściej zatroskana matka swe obawy i lęki, w jego umysł wszczepiała buntowniczą myśl o powstaniu przeciw władzy okrutnika.

Kiedy Kronos na skinienie matki przykładał ucho do ziemi i słuchał głuchych uderzeń i jęków dobiegających z głębi, wiedział, że to Sturęcy i Cyklopi, jego boscy bracia, na próżno krwawili swe ciała chcąc zwalić zawory Tartaru.

Gdy Kronos wyrósł z lat chłopięcych, Gaja umęczona i doprowadzona do rozpaczy przez Urana wezwała Tytanów do buntu przeciw srogiemu ojcu. Lecz boskie jej dzieci strwożone milczały bojąc się wszechwładzy rodzica.

Tylko Kronos, najdzielniejszy, najmądrzejszy z Tytanów, postanowił ująć się za krzywdą matki, pomścić cierpienia swych braci i wyzwolić ich z mroków Tartaru.

W nocy Gaja podała mu ostry sierp. Kronos zakradłszy się do siedziby Uranosa okaleczył go haniebnie, a potem bezsilnego strącił w otchłanie Tartaru z wysokości niebios. Potężny do niedawna władca gwiezdnych obszarów dziewięć dni i dziewięć nocy spadał na ziemię, by stąd nowe dziewięć dni i nocy lecieć skroś ciemności aż na dno podziemnego królestwa.

Zraniony bóg spadając w czarne czeluści cisnął straszną klątwę na Kro-nosa:

Przeklęty, wyrodny synu! Nieszczęsny los cię czeka, podobny mojemu. Kara cię nie minie za twą zbrodnię i zemsta moja przyjdzie, gdy czas się wypełni. Z woli przeznaczenia strącony będziesz do Tartaru przez własne dzieci i panowaniu twemu nad świafem przyjdzie kres.

Krople krwi zranionego Uranosa zrosiły Gaję-Matkę i wydała ona ze swego łona groźne Erynie, strach siejące boginie zemsty, olbrzymich Gigantów i nimfy zwane Meliadami.

A gdy boska krew gwiaździstego władcy nieba spadła do morza, spieniło się srebrzyście, i z piany tej powstała najpiękniejsza z bogiń, Afrodyta, niecąca miłość w sercach bogów i ludzi.

Zwycięski Kronos zasiadł na tronie ojca powalonego zrządzeniem Mojry przedwiecznej i za zgodą Tytanów objął rządy nad światem. Małżonką jego została jedna z Tytanid, Rea.

Po surowych czasach Uranosa spokój i szczęście zapanowały na ziemi. Gaja-Matka, łagodna i życiodajna – użyczała swych darów bogom i ludziom, bo wówczas też powstali pierwsi ludzie. Nastał dla nieba i ziemi wiek złoty, błogosławiony czas, co nie znał trudu, wojny, cierpienia ni zbrodni. Mijały stulecia i świat rozkwitał w promieniach młodego słońca, a nowe życie bujnie krzewiło się dokoła.

Ale czoło Kronosa nierzadko sępiła troska ponura. Lękał się klątwy ojcowskiej, która na nim ciążyła, nie zaznał spokoju od dnia, w którym targnął się na swego rodzica, ani na chwilę nie opuszczała go obawa przed przyszłością.

Aby więc przepowiednia Urana wypełnić się nie mogła, począł Kronos połykać swych potomków natychmiast po ich narodzeniu. Na próżno nieszczęsna Jego boska małżonka, błagała go o litość dla swych dzieci, Kronos zakosztował już rozkoszy władzy i lęk przed jej utratą zamienił mu serce w kamień nieczuły na łzy i prośby.

Już Posejdon i Hades – dwaj synowie Rei – zniknęli w przepastnych wnętrznościach boga, los ich podzieliły trzy jej córki, boginie Demeter, Hera i Hestia.

Gdy Rea miała narodzić szóste swe dziecię, zbuntowała się przeciw okrucieństwu małżonka i postanowiła za wszelką cenę ocalić życie niemowlęcia.

Poszła tedy do swej matki, boskiej Gai, i na jej piersi szerokiej wypłakała swe żale i macierzyńskie obawy.

Rzekła jej Gaja:
Córko moja! Otrzyj łzy i słuchaj uważnie słów moich. Wyrokowi przeznaczenia próżno się przeciwić i my, bogowie, musimy ulegać przedwiecznej Mojrze. Syn, którego powijesz, żyć będzie, albowiem będzie władcą jasności, panem błyskawicy i gromu. I stanie się mścicielem swego dziada Uranosa. Panowanie Kronosa ma się ku końcowi, rządy po nim obejmie on, Dzeus, bóg, którego wszelkie stworzenie czcić będzie jako ojca bogów i ludzi. Dam ci radę niechybną, tajny sposób, dzięki któremu uratujesz swego nowo narodzonego przed ojcem-dzieciożercą.

Przyłożyła Rea ucho do Ziemi-Matki i długo słuchała jej cichego szeptu. A kiedy przyszedł na świat oczekiwany syn, bogini owinąwszy kamień w chusty, niby niemowlę w pieluszki, położyła głaz na kolanach Kronosa mówiąc, że to ich szóste, najmłodsze dziecię.

Kronos, nie podejrzewając podstępu, bez namysłu połknął głaz w nadziei, że i tym razem udało mu się uniknąć niebezpieczeństwa i unicestwić tego, który miałby go w przyszłości pozbawić władzy i wolności z mocy przeznaczenia.

A wtedy Rea zstąpiła na ziemię, podążyła potajemnie na wyspę Kretę, aż głuchą nocą stanęła w lesie porastającym stoki góry Ida, i tu w grocie pod Skałą Diktejską osłoniętą wawrzynem i bluszczem ukryła niemowlę oddając je pod pieczę nimf górskich, które wnet wykąpały maleńkiego Dzeusa w przejrzystej wodzie leśnego źródełka, przewinęły go i w złotej ułożyły kolebce nucąc mu do snu słodkie kołysanki.

Bóg wzrastał odtąd w głębokiej puszczy pośród zieleni i kwiecia. Łagodna koza Amaltea żywiła go swym mlekiem, jedna z nimf Adrasteja sporządziła dla niego zabawkę – kryształową kulę oplecioną złotymi pierścieniami, mieniącą się w słońcu cudnymi blaskami. Złote pszczoły znosiły mu wonny miód, dzikie zwierzęta łasiły mu się do stóp, drzewa szumiały cicho i przyjaźnie, nimfy śpiewały i pląsały na polanie. Z daleka, z wysokości niebieskiej siedziby czuwała nad swym dziecięciem matka, na jej skinienie ptaki codziennie przylatywały do groty niosąc w dzióbkach czarki boskiej ambrozji i nektaru, pokarmu nieśmiertelnych. Rea lękała się jednak nadal o życie małego Dzeusa, bała się, że jego kwilenie usłyszy groźny Kronos, a wtedy nic by nie zdołało uratować od zguby jej dzieciątka. Więc z jej rozkazu dziewięciu kapłanów wielkiej bogini, Kuretów, tańczyło w gaju otaczającym boską grotę głośny taniec wojenny uderzając tarczami o tarcze, bijąc w bębny, krzycząc dziko i hałaśliwie, dobywając ogłuszających dźwięki z myśliwskich rogów i piszczałek.

I tak upływało dzieciństwo najmłodszego Kronidy pośród nimf i pasterzy z góry Ida. Chłopiec tak polubił swą żywicielkę, kozę Amalteję, że gdy pewnego razu złamała róg zaczepiwszy się o drzewo, w cudowny sposób wynagrodził jej tę stratę. Oto napełnił złamany róg wonnym miodem, owocami, leśnymi orzechami, wszelkimi płodami ziemi i sprawił, że odtąd ten, kto róg Amaltei posiadł, nigdy nie zaznał biedy ni żadnego braku, obfitość bowiem dóbr spływała nań nieprzerwanie. A kiedy boska koza życie zakończyła, z jej skóry sporządził sobie Dzeus egidę, puklerz cudowny, niedostępny pociskom, nie do przebicia żadną strzałą czy mieczem.

Inną swą piastunkę imieniem Kynosura, co znaczy „psi ogon”, po jej śmierci przeniósł wdzięczny wychowanek na niebo i zamienił w konstelację zwaną Małą Niedźwiedzicą.

Gdy Dzeus dobiegł-lat męskich, z wyroków Mojry przedwiecznej, znającej wszystko, co było i będzie, musiał stanąć do walki z Kronosem o władztwo nad światem. Lecz mimo iż boska siła przepełniała mu serce, wiedział, że sam dzieła dokonać nie zdoła, bo wówczas ulegnie przemocy potężnego rodzica.

Stanął tedy przed matką swą Reą i za poradą Tytanidy Metis, bogini rozumu, podsunął jej myśl, by podczas uczty nalała potajemnie Kronosowi do nektaru napój powodujący wymioty. Jakoż wnet po zażyciu lekarstwa Kronos wstrząsany bólem jak góra olbrzymia ziejąca ogniem i dymem, co z rykiem wyrzuca ze swych głębin rozpalone głazy i skały, musiał wypluć ze swych trzewi wszystkie połknięte ongiś dzieci.

Pierwszy wypadł z wnętrzności Kronosa targanego okrutnymi mdłościami ów pamiętny kamień połknięty niegdyś zamiast najmłodszego syna. Na pamiątkę tego wydarzenia Dzeus cisnął głaz w dolinę Pytho u podnóża gór Parnasu, by tam ludzie oglądali go ze czcią nabożną widząc w nim pępek ziemi i środek świata.


Źródło: Wanda Markowska, Mity greckie, Warszawa 1951, wikipedia

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s